sobota, 28 lutego 2015

Moją głowę opanowały myśli

niektóre twórcze, radość przynoszące,
a niektóre bardzo, ale to bardzo przyziemne;
te zaś bolą najbardziej,
choć to nie one bolą, tylko bezsilność....
Bo co zrobilibyście na moim miejscu, gdyby wasze kolejne dziecko przechodziło toćka w toćkę to samo, co poprzednie, a lekarze wiedzieli swoje?
Tylko, że to nie lekarzy dziecko ma niedosłuch, tylko moje,
i nie z mojej winy, tylko procedur, kolejek i "spróbujemy jeszcze tak".
i lekarze czekają, zwlekają, liczą na poprawę, choć od pół roku poprawy w uszach Poli nie ma...
I nie będzie, dopóki jest w nich płyn.
A płyn jest, złe ciśnienie też i prosta droga do nieodwracalnego.
Ale ja nie spocznę, poruszę niebo  ziemię i Pola nie straci słuchu.
Póki co siedzimy z Polą w domu na zwolnieniu, czekając na kolejną prywatną wizytę (bo państwowe 1.04 i 12.06) i leczymy ucho...
Siedzimy i tworzymy, a przy okazji zmieniamy naszą rzeczywistość, konkretnie to co rzeczywiście widać :P

Kiedy w naszym wymarzonym M pękły rury pod podłogą i trzeba było wymieniać podłogi w całym domu,
wymieniliśmy również szafę w pokoju Marty, a że była promocja ...nabyliśmy dwie, na całą ścianę, do schowania wszystkiego co się da.
Były tylko ciemne, ale nie wziąć za te pieniądze, byłoby ogromnym grzechem, więc wzięliśmy z nastawieniem, że ścianami i roletami rozjaśnimy pokój.


i tak to trwało jakieś skromne 3 lata
do zeszłej soboty...


Co prawda jakość fotek pozostawia wiele do życzenia (z telefonu i przy słabym oświetleniu), ale w realu efekt powala :)
A Marta jaka zadowolona !!!
I o to chodziło :)
Tyle możemy :D

A potem zahaczyłam o podusię, bo niby czemu poduszka ma być tylko poduszką?
Przecież może nieść przesłanie, a jeśli jeszcze na skrzydłach Przyjaźni, to już pełnia szczęścia :)
I taka jest :)



Pierwszy raz wyszywałam obrazek na lnie, miękkim, lejącym się o gęstości 80 krzyżyków na 10 cm;
droga przez mękę...
nitka ucieka pod spód następnej krateczki, trzeba wracać, delikatnie przekładać, grrrrrr
ale co Wam powiem, to Wam powiem WARTO BYŁO !!!
Po upraniu (musiałam sprawdzić czy nitka nie puści farby) i wyprasowaniu ZAKOCHAŁAM SIĘ !!!
I na pewno podejmę wyzwanie na tej kanwie, na 100% dla moich dzieciaczków na podusie.
Tak delikatne w dotyku, że aż miło :)

A ja rozmyślam dalej :D
Bo skoro Marty pokój zmienił wygląd, pomyślałam sobie, że i nasz mógłby....
c.d.n.

niedziela, 22 lutego 2015

Poproszę o 3 godziny więcej do doby

tylko czy na pewno wystarczyłoby mi na wszystko to co, chciałabym robić?
Śmiem wątpić :P
A czas płynie tak szybko, że zatracam się kosmicznie.
Praca, słaba odporność Poli i non-stop chorobździulkowo i tak na zmianę przędziemy z mężem.
Praca, L4, praca, L4, praca a dni opieki nad dzieckiem tylko 60 w roku...
strach pomyśleć co będzie dalej.
Zostaje nam jedynie wierzyć, że po pierwszym roku żłobkowania, następne będą zdrowsze.
A póki co, kiedy spacery nie do końca są wskazane....bo sprawcą chorób są niestety uszy, więc siedzimy w domku i szyjemy razem z Polinką.
Ona uwielbia oglądać wszystkie kolorowe guziczki, koraliki, wstążeczki, a już zabawa szpilkami to pełnia szczęścia. Tak więc szyjemy.

Na specjalne życzenie dobrej znajomej uszyłam torbę na ramię, podobną do ubranka mojej Janomki :)
w żywych, wiosennych kolorach.
Oczywiście nie było szans na identyczny egzemplarz, bo skoro z resztek, to z resztek, a te jak wiadomo kiedyś się kończą :-)
Nie jedną a dwie torby, każdą w innym kolorze i no cóż, jedyne w swoim rodzaju.
Przyzwoite, na zamek, z kieszonką na dokumenty w środku i kolorowe.
Wzór totalnie z głowy, choć ociupinkę podparty "siecią", bo przecież pokrowiec na maszynę paska nie ma, a torba mieć musi i to zdecydowanie dłuższy :)

Pierwsza powstała czerwono-niebieska,



A tuż za nią niebiesko-brązowa




Obie fajne, energetyczne i pojemne, a o to chyba w damskiej torebce chodzi :)

A mi od dłuższego czasu po głowie chodzi pewna myśl...
nabiera mocy
reszta wyjdzie w praniu :p

A żeby nie wypaść z wprawy uszyłam trzy równie radosne chusteczki pod szyję.




Trzy, bo w grupie raźniej ;-)


Tajnos agentos dla przyjacólłi też dziergajos, ale tego póki co publicznie nie pokażę.
Powiem tylko, że będzie łał :)

A w tak zwanym międzyczasie wyszyłam cztery znaki drogowe na celinkowe podusie  
a że chęci na kolejna porcję xxx są, będę działała dalej.


A na deser....wróżka elf
choć jeszcze nie w końcowej odsłonie,
ale to mam nadzieję nastąpi z końcem tygodnia.


A w kwestii tytułu
do kogo się zgłosić?
;-D

Zapożyczone, a jakie trafne !!!