niedziela, 25 października 2015

SŁODKI POWRÓT

Witam Was pudełkiem słodkości po długich pięciu miesiącach milczenia :)



Nieraz ktoś wie jak poprawić nastrój choćby na chwilkę :)
A biorąc pod uwagę, że te słodkości dużo lepiej smakują w towarzystwie, tak więc spotykam się i kawkujemy ciasteczkując :)

A tak serio serio, jako ambasadorka Streetcom dostałam paczkę słodkości Dr Gerarda do degustacji.
Cudna opcja.

W moim wieku mam 100% pewność, że niestety nie idzie to w biust, ale pogrzeszyć warto :)
tak, więc korzystając z wolnej chwili i wolnej chaty, otworzyłam pudełko rozpusty:



no i niestety pojawił się dylemat....
OD KTÓRYCH ZACZĄĆ ?!

Osiołkowi w żłobie dano.

Na pierwszy ogień poszły...Mafijne


PYSZNE !!!

I tak w mrocznym klimacie mafijnym delektowałam się z dziećmi :)
Jedno możemy Wam powiedzieć na pewno...
SĄ PRZEPYSZNE !!!
kwaskowate bo śmietankowo-cytrynowe.
Niestety nic więcej nie mogę napisać, bo za szybko zniknęły...
POLECAM !!!
#drGerard #wiecejrazem

poniedziałek, 25 maja 2015

Zabawa kolorem i zapachem

a tak naprawdę zabawa wyobraźni :)
Podjęłam wyzwanie Katarzyny i biorę udział w SAL-u kwiatowym - Kwiaty przez cały rok u Kasi.
Zasady są proste, co miesiąc dostajemy nowy wzorek kwiatowy i do 15-tego każdego miesiąca trzeba wyszyć cały aby dostać kolejny.
Oryginalny schemat jest taki:

ale nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie pozmieniała :P
Wyobraźnia zrobiła swoje i....będzie to wyglądało ciutek inaczej niż oryginał,
no i dodam, że zawiśnie na jednej z naszych domowych ścian :D
Stopniowo będę dodawała nowe fotki i w grudniu, finalnie pokażę swoje wesołe kwiatowe dzieło.
Póki co ukazuję dotychczas wyhaftowane kwieciste miesiące:

styczeń


luty


marzec


kwiecień


maj


czerwiec


no i teraz muszę uzbroić się w cierpliwość, bo następny wzorek dostanę dopiero po 15 czerwca :)
a wtedy dołożę nową fotkę poniżej :D

I już nadrobiłam zaległości kwiatkowe :)

lipiec



sierpień


wrzesień


październik


listopad w wersji mini zaginął w akcji :P


za to jest grudzień



i całość wyprana i wyprasowana :)








niedziela, 24 maja 2015

Poskromienie motorka w poopie...

trudna sprawa, ale muszę,  muszę i koniec !!!
I leżą, jak kazali z nóżką w górze, a konkretnie stopą wyżej niż serce...
Dobrze, że jestem po AWF-ie, to taka ekwilibrystyka mi nieobca;
ale co można w takiej pozycji robić?!?!
Tylko czytać i wyszywać; aaaa i jeszcze głosować na podwórko NIVEA :P
Więc leżę, czytam, wyszywam i głosuję; jem, piję i tak już 18 dni ... aż doopka już boli :(
Jedynym pocieszeniem jest coraz wyższa pozycja w podwórkowym rankingu i szuka xxx:

Liście jesienne wg Rybica wprasowane (czekają na właściciela)


autka w charytatywnej akcji na podusie tzw. celinki


Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć, to zapraszamy serdecznie.
Tu znajdziecie wszystkie potrzebne informacje, a tu można dołączyć do grupy na fb
Ja uwielbiam takie akcje i będę działała dalej.

Ba nawet mam też inną działalność, z którą jestem emocjonalnie związana już od 2007 roku;
co prawda była dłuższa przerwa, ale mój wkład będzie piątym :)
"Za jeden uśmiech"
Tym razem kwadracik na kołderkę dla Sylwii, która lubi m.in. koty :)


W tak zwanym międzyczasie skończyłam kolejny kwiatowy miesiąc i zaczęłam cudowną podróż makową, ale o tym następnym razem.

niedziela, 10 maja 2015

Jasna strona szpitala

Znacie taką?
Ja znam.
Z natury jestem pogodna i optymistycznie patrzę w przód, więc i ostatnio, w warunkach szpitalnych uprawiałam ten sam proceder.

I podczas zaplanowanego pobytu z operacją żylaków i później, byłam bardzo zadowolona z personelu pielęgniarskiego i lekarskiego (poza tym jednym małym wyjątkiem.... wrrrrrrrr ).
Na chirurgii były świetne pielęgniarki i salowe. No i Pani Alicja z łóżka po prawej.
POZDRAWIAM

W drugiej turze:
Na erce cudowna siostra Jola uczyła mnie leżenia plackiem 24 godz na dobę z wszystkimi atrybutami;
głaskała po głowie, cierpliwie tłumaczyła, pielęgnowała. Dla każdego miała ciepłe słowo, bez względu na to czy pacjent był świadomy czy nie. MISTRZYNI !!! Cudowny Człowiek - pielęgniarka, mama, kucharka.
Przechodząc na oddział wewnętrzny, obiecaliśmy z mężem siostrze niespodziankę.
Bardzo Jej smakowała :D (ale o tym jutro)

Później zostałam przeniesiona na oddział wewnętrzny, niestety z koniecznością leżenia, aby stwarzać jak najmniej powodów do urywania się zakrzepów i dryfowania w zupełnie nieodpowiednim kierunku.
Dlatego też w dzień byłam wożona wózeczkiem do toalety, a nocą...migotały gwiazdy, bo leżałam pod oknem :P Żadna siostrzyczka nie skrzywiła się, ani nie powiedziała złego słowa.
Współlokatorkami szpitalnego pokoju były trzy równie zwariowane panie jak i ja - Aneczka z mokrym płucem, Pani Halinka (och cudne snuła opowieści) i Pani Irenka od tatara; i gdyby nie fakt, że każda z nas była ciężkim przypadkiem, a średnia wieku 56 lat, to nastrój panujący w naszym pokoju i śmiechoterapia mocno stymulowały procesy ozdrowieńcze.
Cały personel pielęgniarski z czystą przyjemnością do nas zaglądał.
Ładny zapach w sali, uśmiechy na ustach i dobry humor - to była nasza wizytówka.
Normalnie niczym SPA, gdyby nie jedna jedyna toaleta z prysznicem na końcu korytarza...
ale co tam, wycieczki do niej były dodatkową rozrywką w ciągu dnia.
I jeśli ktoś myśli, że było nam smutno, czy źle... jest w błędzie.
Codziennie odwiedzali nas najbliżsi, przyjaciele, znajomi.
I rewelacyjny rehabilitant Pan Leszek - dziękuję :)
Jedni z masażem, drudzy z dobrym słowem, inni z dobrym ciastkiem, a jeszcze inni z obiadem :D
raz było sushi, dwa razy kebab :P, ciasteczka, soczki, kiełbaski.
Majówka jak się patrzy (nawet ekologiczna, bo bez dymu z grilla)


Trzeba było zdrowieć.
Aby efekt ozdrowieńczy przyspieszyć, wieczorami również bardzo dbałyśmy o siebie.
Jeśli nie słownie - słownie, to słownie - pisemnie :P


Było bardzo miło
Dziękuję Aneczko :)

No i jak się tak leży, to pierwsze dwa dni odsypia się, za to później spanie stało się nudne, więc chwyciłam za igłę i robiłam to, co mogłam, nie pocąc się :)

Stan na 4.05

 i na 9.05 :D


Są powody do mruczenia.

Jednak w głowie cały czas siedzi mi pytanie: " Dlaczego nie przyszedł do mnie lekarz operujący"...
Dlaczego....
Wyjaśnię





piątek, 8 maja 2015

Nowe znaczenie "Cieszę się, że Cię słyszę"...

Niesamowite jest to, jak to człowiek w codziennym zabieganiu zupełnie inaczej widzi pewne rzeczy,
jak to zwyczajne słowa, czyny stają się nadzwyczajnymi.

Dziś weszłam na blog i z przerażeniem stwierdziłam, że nie postawiłam ani jednej kropki od prawie dwóch miesięcy!!!!
Wstyd mi :-(
Uszyłam Jasie, wróciłam do pracy po zwolnieniu na Polę i wolny czas się odrobinę skurczył. Trzeba było dobrze pogłówkować, aby łączyć obowiązek z przyjemnością. I udawało mi się to.
Rano praca, dzieci do żłobka i szkół; po powrocie obiadek i ogarnięcie chatynki, a gdy Irek wracał z pracy - obiadek, kawka i przejmował Polę, a wtedy ja zatopiłam się w materiały przy dźwiękach maszynostukania. 
Było mi tak dobrze, że zapomniałam o Bożym świecie.

Wszystko szło zgodnie z planem - badania, świetne wyniki, cudowni lekarze, pielęgniarki, 14.04 operacja żylaków, etc.
Aż do 25 kwietnia...
kiedy to nie mogąc wytrzymać z bólu w operowanej nodze, wylądowałam na SOR-ze.
Tylko chwil kilka czekałam w Izbie Przyjęć - ratownik medyczny, lekarz, doppler żył i w godzinę czasu byłam już na oddziale chirurgicznym.
Lekarz dyżurna przeprowadziła ze mną wywiad,a potem zadała jedno jedyne ( wówczas wydawało mi się banalne) pytanie "czy mam wrażenie ściskania klatki piersiowej?" 
Oczywiście, ściskanie było, ale byłam świecie przekonana, że to ze strachu...
Niestety, tężejąca mina lekarza bezgłośnie mówiła zupełnie co innego.
Natychmiast zleciła tomografię klatki piersiowej z kontrastem, a po otrzymaniu wyników wszystko potoczyło się błyskawicznie.
ERKA - cztery dni leżenia plackiem pod monitorami, dwa razy dziennie zastrzyki przeciwzakrzepowe w brzuch, antybiotyk, kroplówki i prośba do Boga, aby dane mi było wychować nasze dzieci.

A dlaczego tak się stało?
Bo po operacji żylaków lekarz operujący " zapomniał" przepisać zastrzyków przeciwzakrzepowych. Zostałam wypisana do domu w stanie dobrym z Paracetamolem i Nurofenem...
9 dni później miałam już zakrzepowe zapalenie żył głębokich i zator w płucach.
Wczoraj, po 13 dniach bardzo intensywnego leczenia szpitalnego wróciłam do domu.
Szczęściem w nieszczęściu dopiero dwa trzy dni temu uświadomiłam sobie w jakim byłam stanie...
Cały ten czas mąż był z dziećmi i przy mnie tyle ile się dało. Nienawidzi szpitali jak każdy, a mimo to był ze mną po 3-4 godz dziennie. Kocham Go Bardzo i bardzo Mu za to dziękuję.
Będę dozgonnie wdzięczna mojej siostrze Adzie za szybką reakcję i jasność myślenia, bo gdyby nie jej stwierdzenie:
" Jak się zakrzep oderwie, to popłynie z krwią tam gdzie będzie chciał..."
mogłoby być za późno na cokolwiek.
Dziękuję również mojej teściowej za opiekę nad dziewczynkami, gdy Irek był przy mnie i za odwiedziny, mojej cudownej Izulce, która umilała mi czas jak tylko mogła i wszystkim tym, którzy odwiedzali, dzwonili, pisali i ciepłe myśli słali.
Wczoraj też rozmawiałam z moim bardzo dobrym znajomym i z całej rozmowy najbardziej utkwiły mi w pamięci Jego słowa: "Cieszę się, że Cię słyszę" 
że Cię słyszę...
Dziś rano obudziłam się w naszym łóżku, z ptasimi trelami za naszym oknem i tak mi się zrobiło ciepło na sercu.
Słyszę 
Jestem
Żyję :-)

sobota, 14 marca 2015

BYŁAM, BYŁO.... BĘDĘ !!!

BYŁAM: Oczywiście na akcji "Uszyj Jasia" :)
Eluniu, miałaś rację, to cudowne wydarzenie, wspaniali ludzie tworzący super atmosferę.
Dla mnie strzał w "10- tkę "

BYŁO: C-U-D-O-W-N-I-E !!!
Stała grupka szyjących ok  7 osób i rotacyjnie, kto miał ochotę dołączyć do akcji.
Rzecz działa się w IKEI Targówek w Warszawie, na piętrze w dziale Jadalnia przygotowano nam kilka stolików, przy których zrobiliśmy stanowiska do szycia. Ikea dała swoje maszyny (które również można było kupić), swoje materiały i nici a my od siebie daliśmy zapał i chęci, które zaowocowały uszytymi poszewkami dla dzieci ze szpitala na Litewskiej w Warszawie :)

Cudowna akcja, która przyciągnęła zarówno panie jak i panów, ba nawet młodzież płci obojga !!!
Już od samego początku akcji towarzyszyli nam panowie Norbert, Krzysiek i Grzesiek menager :), którzy po po raz pierwszy w życiu zasiedli do maszyny. Po króciutkim instruktażu ochoczo zabrali się do pracy i nie powiem, spod ich rąk wyszła spora porcja poszeweczek.
Tak jak Norbert przyszedł celowo, bo usłyszał o akcji i postanowił dołączyć, tak Krzysiek przyszedł do IKEI zareklamować kupiony tu towar i.....utknął przy maszynie spory kawałek czasu  :)
To się nazywa spontan !!! I powiem Wam, że jak już troszeczkę szyję, tak jemu wyszło naprawdę super !!!
Chylę czoła :)
A Krzyś, co zrobił? Żegnając się z nami zapowiedział, że ...jutro też przyjdzie :D
Również sporo spośród kupujących zasiadło do maszyn.
Każdy dołożył swoją cegiełkę na szczytny cel i swoje serduszko dla dzieci, które wcale nie chciałyby spędzając czasu w szpitalu, a nieraz muszą, więc niech im będzie milej w ślicznej pościeli :)
Bardzo mile były reakcje ludzi i życzenia dużo zdrowia za to co robimy ;)
Dobro rodzi Dobro :D




Od 10 do 16:30 powstało 100 poszewek dwóch rozmiarów 1) 45x60cm i 70x80 cm.
Jednocześnie w Ikei w Jankach trwała taka sama akcja na ten sam cel, tylko troszkę dłużej, bo od 10 do 19, ale tylko dziś, a na Targówku jeszcze jutro możemy podziałać :)
Mamy w planach uszyć łącznie 200 dużych poszewek i 400 małych.
Dlatego też...

BĘDĘ jutro w IKEI i będę szyła jasie :)
W tak miłym i bezinteresownym towarzystwie miło spędzić wolny czas :)
Kto ma ochotę i czas - serdecznie zapraszam :)

A ja otrzymałam dziś taki oto upominek od organizatorek.


Jestem szczęśliwa :)

czwartek, 5 marca 2015

W międzyczasie

trenuję szycie jaśków :)

Od Eluni dowiedziałam się o akcji, w której Ona bierze udział regularnie, więc i ja postanowiłam spróbować swoich sił :)

Najpierw odnalazłam rozpiskę co i jak uszyć, a potem przeszłam do testów :)
Nie taki diabeł straszny jak go malują.

W 5,5 godziny uszyłam 3 małe jasieczki 40 x 40cm i 4 duże poduchy 70 x 80 cm (prawie podwójne jasie ;P)


I jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to już 14 marca zasiądę do swojej maszyny w zacnym gronie i uszyję małe co nieco :) 


Oby jak najwięcej :)

sobota, 28 lutego 2015

Moją głowę opanowały myśli

niektóre twórcze, radość przynoszące,
a niektóre bardzo, ale to bardzo przyziemne;
te zaś bolą najbardziej,
choć to nie one bolą, tylko bezsilność....
Bo co zrobilibyście na moim miejscu, gdyby wasze kolejne dziecko przechodziło toćka w toćkę to samo, co poprzednie, a lekarze wiedzieli swoje?
Tylko, że to nie lekarzy dziecko ma niedosłuch, tylko moje,
i nie z mojej winy, tylko procedur, kolejek i "spróbujemy jeszcze tak".
i lekarze czekają, zwlekają, liczą na poprawę, choć od pół roku poprawy w uszach Poli nie ma...
I nie będzie, dopóki jest w nich płyn.
A płyn jest, złe ciśnienie też i prosta droga do nieodwracalnego.
Ale ja nie spocznę, poruszę niebo  ziemię i Pola nie straci słuchu.
Póki co siedzimy z Polą w domu na zwolnieniu, czekając na kolejną prywatną wizytę (bo państwowe 1.04 i 12.06) i leczymy ucho...
Siedzimy i tworzymy, a przy okazji zmieniamy naszą rzeczywistość, konkretnie to co rzeczywiście widać :P

Kiedy w naszym wymarzonym M pękły rury pod podłogą i trzeba było wymieniać podłogi w całym domu,
wymieniliśmy również szafę w pokoju Marty, a że była promocja ...nabyliśmy dwie, na całą ścianę, do schowania wszystkiego co się da.
Były tylko ciemne, ale nie wziąć za te pieniądze, byłoby ogromnym grzechem, więc wzięliśmy z nastawieniem, że ścianami i roletami rozjaśnimy pokój.


i tak to trwało jakieś skromne 3 lata
do zeszłej soboty...


Co prawda jakość fotek pozostawia wiele do życzenia (z telefonu i przy słabym oświetleniu), ale w realu efekt powala :)
A Marta jaka zadowolona !!!
I o to chodziło :)
Tyle możemy :D

A potem zahaczyłam o podusię, bo niby czemu poduszka ma być tylko poduszką?
Przecież może nieść przesłanie, a jeśli jeszcze na skrzydłach Przyjaźni, to już pełnia szczęścia :)
I taka jest :)



Pierwszy raz wyszywałam obrazek na lnie, miękkim, lejącym się o gęstości 80 krzyżyków na 10 cm;
droga przez mękę...
nitka ucieka pod spód następnej krateczki, trzeba wracać, delikatnie przekładać, grrrrrr
ale co Wam powiem, to Wam powiem WARTO BYŁO !!!
Po upraniu (musiałam sprawdzić czy nitka nie puści farby) i wyprasowaniu ZAKOCHAŁAM SIĘ !!!
I na pewno podejmę wyzwanie na tej kanwie, na 100% dla moich dzieciaczków na podusie.
Tak delikatne w dotyku, że aż miło :)

A ja rozmyślam dalej :D
Bo skoro Marty pokój zmienił wygląd, pomyślałam sobie, że i nasz mógłby....
c.d.n.

niedziela, 22 lutego 2015

Poproszę o 3 godziny więcej do doby

tylko czy na pewno wystarczyłoby mi na wszystko to co, chciałabym robić?
Śmiem wątpić :P
A czas płynie tak szybko, że zatracam się kosmicznie.
Praca, słaba odporność Poli i non-stop chorobździulkowo i tak na zmianę przędziemy z mężem.
Praca, L4, praca, L4, praca a dni opieki nad dzieckiem tylko 60 w roku...
strach pomyśleć co będzie dalej.
Zostaje nam jedynie wierzyć, że po pierwszym roku żłobkowania, następne będą zdrowsze.
A póki co, kiedy spacery nie do końca są wskazane....bo sprawcą chorób są niestety uszy, więc siedzimy w domku i szyjemy razem z Polinką.
Ona uwielbia oglądać wszystkie kolorowe guziczki, koraliki, wstążeczki, a już zabawa szpilkami to pełnia szczęścia. Tak więc szyjemy.

Na specjalne życzenie dobrej znajomej uszyłam torbę na ramię, podobną do ubranka mojej Janomki :)
w żywych, wiosennych kolorach.
Oczywiście nie było szans na identyczny egzemplarz, bo skoro z resztek, to z resztek, a te jak wiadomo kiedyś się kończą :-)
Nie jedną a dwie torby, każdą w innym kolorze i no cóż, jedyne w swoim rodzaju.
Przyzwoite, na zamek, z kieszonką na dokumenty w środku i kolorowe.
Wzór totalnie z głowy, choć ociupinkę podparty "siecią", bo przecież pokrowiec na maszynę paska nie ma, a torba mieć musi i to zdecydowanie dłuższy :)

Pierwsza powstała czerwono-niebieska,



A tuż za nią niebiesko-brązowa




Obie fajne, energetyczne i pojemne, a o to chyba w damskiej torebce chodzi :)

A mi od dłuższego czasu po głowie chodzi pewna myśl...
nabiera mocy
reszta wyjdzie w praniu :p

A żeby nie wypaść z wprawy uszyłam trzy równie radosne chusteczki pod szyję.




Trzy, bo w grupie raźniej ;-)


Tajnos agentos dla przyjacólłi też dziergajos, ale tego póki co publicznie nie pokażę.
Powiem tylko, że będzie łał :)

A w tak zwanym międzyczasie wyszyłam cztery znaki drogowe na celinkowe podusie  
a że chęci na kolejna porcję xxx są, będę działała dalej.


A na deser....wróżka elf
choć jeszcze nie w końcowej odsłonie,
ale to mam nadzieję nastąpi z końcem tygodnia.


A w kwestii tytułu
do kogo się zgłosić?
;-D

Zapożyczone, a jakie trafne !!!

sobota, 31 stycznia 2015

D.I.Y. pokrowiec na maszynę

Tak jak sobie postanowiłam, tak też zrobiłam.
Poszperałam w sieci, przyjrzałam się różnym różniastym ubrankom i uszyłam swoje na moją wierną Janomkę
z różnych skrawków, które i pozostały.
Najdłużej zastanawiałam się nad wewnętrzną stroną, bo sama bawełna dobrej ochrony nie daje,
ale za to z dresówką w duecie, już tak :)

1. przód


2. tył


3. boczki, dołki i górka


4. wszystkie niezbędne elementy do szycia


5. kieszonka na nożyczki


6. tył i boczko-dołek :)


7. środek calusi z odzysku dresowego :)


wygląd z niezagospodarowanymi boczkami :P


8. rozcięłam górko-boczki wzdłuż, na taka długość aby weszła rączka i suwak, a następnie obrzuciłam zygzakiem.


9. po wszyciu zameczków po obu stronach górki, tak oto prezentuje się najpiękniejsze i najbardziej kolorowe ubranko na moją wierną przyjaciółkę maszynę do szycia.


górka


tyłek


wymiary ubranka: 30 x 40 x 15 cm
Teraz chłód nie jest straszny nawet mojej maszynie :)

polecam