wtorek, 31 grudnia 2013

Nie próżnowałam :)

Oprócz maminych obowiązków, które czynię z wielką przyjemnością,
mam również pasję i chciałabym Wam pokazać,to co się z niej zrodziło w tym roku.












No i na ostatku obrazeczek na podusie dla mojej kochanej chrześnicy Tosinki,
ale musicie uzbroić się w cierpliwość, bo spod igiełki wychodzą ostatnie krzyżyki i mam nadzieję, 
że do strzału z korka szampańskiego zdążę :)




poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rok pełen wrażeń

Według wszelkich znaków na niebie Polinka miała przyjść na świat z początkiem roku, 
a tu proszę Nowy 2013 Rok witaliśmy z lampką szampana i malusia Polą na ręku :)

dziś panienka na własnych nóżkach przemierza nasze domowe kąty :P


Taka mała istota a wywróciła nasze życie do góry nogami
i to w bardzo pozytywnym znaczeniu.

W ciągu roku bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, jak w życiu,
ale najważniejsze to to, że nie zabrakło rozmów, dobrych chęci, działania i przyjaciół.

Decyzja pozostanie z Polą rok w domu była trudna i złożona;
zabrakło nam dokładnie 5 dni, abym była mamą I kwartału....
z jednej strony bardzo chciałam zostać w domu, bo ona taka malusia,
z drugiej praca i pieniądze, które teraz przy nowym członku rodziny jeszcze bardziej potrzebne.
Niestety, a może własnie stety mój stan kręgosłupa domagał się rehabilitacji.
Poprosiłam więc w pracy o urlop roczny na poratowanie zdrowia.
I zostałyśmy w domku.

W mijającym roku przespacerowałam z Polą 1360 km
zrzuciłam i nabrałam 8 kg :)
(będzie nad czym popracować od początku nowego roku :P)
Poznałam nowe osoby i doświadczyłam dobroci ludzi.
Nawet wygrałam konkurs !!! choć wcale tego nie planowałam :)
Mamy Dobre Rady

a nagroda wspaniała i lodówka na święta zapełniona :)



Odkurzyłam swoje marzenia i postawiłam na lepsze jutro.

Dziękuję mojej siostrze, które zawsze wysłuchała i służyła dobrą radą,
Izulce, którą jest Przyjaciółką z prawdziwego zdarzenia,
Bogusi, Darkowi, Magdzie, Eluszkowi i Magdzie za wędkę :)
dzięki której nasze dzieci miały obiad na stole;
Eli za wyczarowanie zdrowych i słodkich świąt
i wszystkim tym (tak tak Oluś), którzy wysyłali dobre fluidy.
Paulik mega podziękowania za kopa i wiarę w to, że "stać nas na więcej" :D
Kamili, przyjaciółce z licealnych czasów, za wspaniałe wakacje i w tym i w zeszłym roku,
za lizanie łyżeczki, przesądy i wspólne tematy do rozmów :)
i Ćwi, która zawsze była, jest i będzie moją dobrą duszą :)
Dziękuję



Z życzeniami pomyślności  i spełnienia marzeń w Nowym 2014 Roku
w dobrych rytmach

Emilia






piątek, 27 grudnia 2013

No to się teraz zacznie :)

Pierwszy roczek podeptany :)
Polinka ruszyła ostro do maszerowania, a zaledwie tydzień później ani myśli czworakować :P
Wszyscy radośnie jej sekundowaliśmy głośno odliczając każdy samodzielny kroczek,
a jaka ważna przy tym !!
Uwielbiam dzieci, ich prawdziwą radość, naturalny śmiech i setki oryginalnych pomysłów.
I tę beztroskę....

Dokładnie dwie godziny temu (21:40) Polinka skończyła roczek

Był tort - miodownik z masą budyniową, własnoręcznie zdobiony moją ręką.
To nic, że dwa razy robiłam krem... :)

Byli goście, dmuchanie świeczki i prezenty




i wspaniała zabawa z siostrą

w chowanego :)

STO LAT POLINKO






środa, 25 grudnia 2013

Zadziałało :)

Radość skoro świt nie do opisania :)
Prezentów mnóstwo i wszystkie...niepodpisane :P
tak więc księżniczka Marta otwierała każdy po kolei i wspólnie zastanawialiśmy się co dla kogo :)
Fantastyczny pomysł :)

Polinka dostała świetnego żółwia edukacyjnego i pajaca piżamkę

Martusia kubek z Violettą, dwie pary legginsów zimowych, quiz historyczno-przyrodniczy i słodkości,
Julo dostał maszynkę do golenia i słodkości,
nawet my - dorośli dostaliśmy prezenty !!!
ja skarpety cieplusie, bom zmarźluch stopowy i komplet biżuterii - bransoletkę i kolczyki,
a Irek wodę toaletową.
Praktyczne prezenty są najlepsze pod słońcem :)
bo nie dosyć, że cieszą oko, to przydają się na co dzień.
Dziękujemy Mikołaju :)))

Żeby tradycji stało się zadość, pierwszy dzień Świat również spędziliśmy u rodziców Irka;
śniadanko, kawka ciacho i obiadek....
ale najważniejszym punktem dzisiejszego dnia była fotka !!!
Dlaczego akurat to???
Bo to osobliwa podróż w czasie :)
z reszta, zobaczcie sami :)

25.12.2004

25.12.2013

MIŁEGO ŚWIĘTOWANIA !!!






POZNALIŚMY GO !!!

Dzień jak co dzień, a jednak...
ma w sobie te magię...

Wigilia Świat Bożego Narodzenia :)

W tym roku mieliśmy to szczęście, że żadne z nas nie musiało iść do pracy :)
Prawdę powiedziawszy od niedzieli rozkoszujemy się swoja obecnością,
wspólnymi pracami i pichceniem.
Ze wszystkim wyrobiliśmy się idealnie, 
ba nawet zdążyłam rano upiec blaty na tort urodzinowy Poli.



Zrobimy miodownik, bo każdy lubi,
a że to ciacho lubi poleżeć, aby namoknąć....leży :)
Masa również gotowa.

Na wieczerzę, jak co roku pojechaliśmy do rodziców Irka.
Moi daleko....
a szkoda, bo te święta spędzają sami, we dwoje...
Byłoby miło, mieć ich wszystkich razem, rodziców jednych drugich i siostry z rodzinami;
oj wesoło byłoby i dziecięco zarówno.
Może za rok, albo dwa...
myślimy o tym.

Póki co po opłatku zasiedliśmy do wieczerzy.
Nawet Polusia poskubała uszek w barszczu, kawałek rybki, chlebek, w końcu malusia jest :)

A po wieczerzy Martusia jak co roku namawiała nas na spacer, 
bo wówczas przychodził Mikołaj z prezentami.
Co roku chodziliśmy z wielka przyjemnością, i co roku prezenty pojawiały się pod choinką,
pomimo różnych sztuczek Marty, aby wytropić Mikołaja.
A to ostatnia zamykała drzwi, a to zostawiła mleko i pierniczki pod choinką,
a Mikołaj zawsze przychodził.
W tym roku bardzo zasmuciła się, gdy stwierdziliśmy, 
że jesteśmy zmęczeni po przygotowaniach i nie spacerujemy dziś.
Biedulce humor prysł...
ale nie na długo, bo chwile później głośne pukanie w drzwi wywabiło dzieci zza stołu !!!
I poznaliśmy GO osobiście !!!


Nawet nie przypuszczałam, że Jego obecność wywoła taka reakcje u naszej córy !!!
Skakała z radości i piszczała, przejęta jak dziecko :)
cudowny widok
A później rozdawanie prezentów i radość, radość radość nie do opisania :)
Polusia również uległa atmosferze i z pomocą brata wzięła się za...papugowanie po mamie :P
Jak nic belfer z niej będzie :D


Cudowny widok radosnych i szczęśliwych dzieci :)
I nam było bardo miło.

A w domu, późnym wieczorem gdy dzieci już spały, dotarł...
bardzo zmęczony,
ze spragnionymi reniferami....
rozpakował worek....
i odjechał....
P.S. prezenty niepodpisane....
to będzie dopiero zabawa :)
Już się nie mogę doczekać reakcji Marty :P


MAGIA ŚWIĄT :)))




poniedziałek, 23 grudnia 2013

MAGIA ŚWIĄT

Będąc dzieckiem, nie lubiłam świąt...
powodów wiele,
za to teraz, mając swoją rodzinę staramy się, aby czas świąt był magiczny, radosny, wspólnie spędzony.
Razem z dziećmi ubieramy choinkę i staramy się, aby była dopasowana do ich wieku.
Za każdym razem, gdy w domu pojawiał się maluszek,
na choince pojawiały się drewniane ozdoby i zabawki :)
Miło i bezpiecznie.
I gramy w gry, bawimy się i jest milusio.

Dziś każdy z domowników zakasał rękawy i zgodnie z rozpiską przystąpiliśmy do działania.
Panowie umyli okna i powiesili świeżutko wyprane firanki.
W kuchni rządziliśmy z Irkiem w duecie.
Sałatka warzywna, śledź po kaszubsku i słodkości 
- sernik, rolada drożdżowa z makiem, drożdżowe kręciołki z marmoladą i tradycyjnie pierniczki.

Tym razem tradycja zahaczyła o ziemniaki  :p

A Polinka? przechodziła z rąk do rąk starszego rodzeństwa :)
Po drugim śniadaniu Martusia wzięłam małą na spacer,
po powrocie zaś Julo przejął opiekę nad nią i tak do naszego wyjścia z kuchni.
Ale lubię to :)

W międzyczasie Martusia wraz ze swoja przyjaciółką Julką zrobiły stroik na jutrzejszy wigilijny stół

Qrczę, tyle chciałabym Wam napisać, a czasu tak mało...







piątek, 20 grudnia 2013

MÓJ WOLNY CZAS

A co robię w wolnym czasie?
Tak w WOLNYM CZASIE :) bo takowy również posiadam,
poddaję się terapii :D
Nawet nie wiedziałam, że z uporem maniaka od 9 lat poddaję się dobrowolnie i z całym oddaniem
arteterapii  z chromaterapią w komplecie.
a CO? Taki własnie pakiet sobie sama zafundowałam i jestem z tego powodu przeszczęśliwa.
Do przedwczoraj żyłam w nieświadomości :P
Ale przyznać muszę, że terapia działa !!!
Zaczęło się od podpatrywania poczynań mojej starszej siostry;
istne cudeńka wychodziły z jej rąk,
od malusich obrazeczków, po obrazy, zegary, makatki, poduszki, kocyki.
Zdolniacha z niej.
Malutkie wprawki i moje pierwsze kroki znalazły swój finał na miękkiej kanwie :)


Potem były już ciut trudniejsze schematy i wszystkie liczone :)
Uwielbiam ten moment, kiedy rozkładam dużą płachtę kanwy,
wycinam odpowiedni kawałek, obszywam go ręcznie, aby podczas wyszywania nie postrzępił się
i przystępuję do wyliczenia środka, później góry i zaczynam nową przygodę.
Za każdym razem z równie wielkimi emocjami wyszywam kawałek po kawału ukazujący się fragment pracy
i  za każdym razem mówię sobie: "dziś tylko godzinkę"
a później myślę, jeszcze tylko troszkę, bo już wyłania się kwiatek, już widać zarys, jak to będzie wyglądało
i tak późnym wieczorem odkładam robótkę, rozkoszując się widokiem wyszytego całego elementu.
I tak jest za każdym razem !!!
Taka mała kłamczucha ze mnie :)

No i prace zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu...

od zupełnie prościutkich, po bardziej wyszukane.

Najzabawniejsze jest to, że w domu mam zaledwie kilka swoich prac, 
bo pozostałe powędrowały w dobre ręce w formie prezentów :)

Muszę troszeczkę pomyszkować w ustawieniu bloga, aby ustawić sobie galerię,
wówczas tematycznie poukładam swoje prace;
każda z nich, to kawałek mojej historii, serduszka i dobrej energii :)
Bo taka właśnie jestem :)




czwartek, 19 grudnia 2013

Dopieszczam się :)

Jako mama pełnowymiarowego 3D mam co robić w ciągu dnia.
Odkąd urodziła się Pola, życie przewróciło się do góry nogami :)
Bo co można powiedzieć o tym, że w ułożony już świat odchowanych dwoje dzieci wkracza bąbelek ?
Jest ciekawie.

Po macierzyńskim zostałam w domu na urlopie zdrowotnym i tak się nawzajem dopieszczamy z Polą.
Każdy dzień przynosi coś nowego
i tak naprawdę dopiero teraz, krok przed czterdziestka rozkoszuję się urokami macierzyństwa :)
Na wszystko mam czas, bo stresu "pierwszego dziecka" brak, guzów jakoś też, 
a buzia nam obu się nie zamyka :)
Najciekawsze jednak jest to, że każdego dnia poznaję sama siebie po kawałku,
taką nową ja....
Myślę, że czas spędzony w domu pozwala mi spojrzeć w siebie, uwolnić to, 
co przez lata było spychane na dalszy plan, bo praca, praca, praca...

Julka urodziłam po trzecim roku studiów,
po roku mały poszedł do żłobka a ja wróciłam na studia, dokończyłam je dziennie,
do tego pracując w szkole na pełnym etacie.

Siedem lat później urodziłam Martę i po roku wróciłam do pracy, a mała została ze szwagierką,
bo była za bardzo chorowita na pójście do żłobka.
Generalnie przez pierwszych pięć lat życia Marty pracowałam w kartkę, bo a to szpital, a to migdały,
zapalenia uszu ciągnące się w nieskończoność....
Ile ona przeszła, to na kilku dorosłych wystarczyłoby.

Teraz spełniło się moje marznie o trójeczce dzieci i po 10 latach jest Pola.
I jest nam razem dobrze, ba rzekłabym bardzo dobrze !!!
I Irek inaczej podchodzi do małej, choć zawsze bardzo pomagał, 
to teraz mam wrażenie, że Pola ma dwie mamy :D
Jest dobrze, bardzo dobrze :D

Jutro wstawię tu fotkę moich dzieciaczków z okresu roku czasu,
powiecie czy podobni :)

Roczny Julo

roczna Marta

roczna Pola





niedziela, 15 grudnia 2013

POWSPOMINAĆ MIŁO, A ŻYCIE TOCZY SIĘ DALEJ...

I co dzień dzieje się coś nowego.
A w naszej magicznej Rodzince to norma, że zawsze coś, zawsze inaczej i zawsze ciekawie,
bo skład osobowy naszej rodzinki jest jakby wcale nie przypadkowy.
Co powiecie na to, że do momentu pojawienia się Poli na świecie 
suma lat kobiet była równa sumie lat mężczyzn?!
Ja + Marta = Irek + Julek :)
W 2011 roku udało nam się obchodzić urodziny Rodziny - 90 -te :)
bo panie razem miały 45 lat i panowie też.

Zaprosiliśmy znajomych i wspólnie bawiliśmy się wspaniale bez kropli alkoholu, 
za to przy najróżniejszych grach planszowych :)
Dmuchanie tortu było, obowiązkowo, na szczęście !!!
Aż się łezka w oku kręci...
Datę na tę uroczystość wyliczyłyśmy z Martuśką na 24 lipca, 
bo to dokładnie pośrodku pierwszych i ostatnich Urodzin naszych domowników :)

Od 27 grudnia 2012, odkąd jest z nami Polinka, matematyczna zakrzywiła się 
i trzeba było poszukać innych wspólnych cech.
I znalazłyśmy !!!
Wyszło nam 2+2+1
a co to znaczy?
Numerologicznie
mamy w domu dwie 8 (ja i Pola), dwie 7 (Marta z Julkiem) i jedną 1 (Irek) :)
no i urodzionowo-imienionowo, również jest taka sama zasada !!!
My z Irkiem urodziny mamy w marcu a imieniny w czerwcu,
Marta z Polą urodziny mają w grudniu, a imieniny w lutym - obie !!!
I Julo sam.
Czyli w naszych wyliczeniach zawsze panowie są pojedynczo :P
I czy możemy być zupełnie zwyczajni ??!!
Se ne da 

Wszystkie dzieciaki z motorkiem w pupie, na miejscu nie usiedzą (po mamusi)
ADHD w pełnej krasie, no może bez agresji i przeklinania,
ale tym samym rozumiem moje skarby i wiem, jak postępować.
Co i rusz podsuwam im nowe pomysły i razem realizujemy je.
Czy możecie sobie wyobrazić chłopca w szkole podstawowej,
który na lekcji zamiast rozrabiać i przeszkadzać wyszywa krzyżykami obrazek?
To mój Julo w 3 klasie.....
Ale o tym, następnym razem :D



czwartek, 5 grudnia 2013

Zajęcia praktyczno - techniczne

Pamiętacie ten przedmiot?
Miałam w szkole podstawowej :)
CUDNY !!!
Począwszy od zaszywania dziur w skarpetkach, przez zszywanie dwóch materiałów, różnymi ściegami
(najwięcej zabawy miałyśmy obserwując chłopaków...hihihi... 
te pokute palce i wiecznie plączące się nitki...);
szydełkowanie, robótki na drutach i metrowe szaliki.
Tam nauczyłam się podstawowych ściegów haftu płaskiego,
pleść makramy ze sznurka do snopowiązałki,
makatki na ścianę,



by w końcu lutownicą stworzyć obrazek wypalany w drewnie :)
Uwielbiałam te zajęcia. Trochę teorii i mnóstwo praktycznych działań.

Nauka nie poszła w las.
Jako prezenty najbliżsi i ciut dalsi dostawali szaliki, makramy wiszące na kwiaty, swetry, 
serwetki wyszyte haftem Richelieu i szydełkowe, bieżniki



robiliście takie?

Nawet firankę do okna miałam zrobioną na szydełku !!! W autka, bo to Julkowe okno było :)
Najsmutniejsze jest to, że teraz dzieci kują teorię, przepisy ruchu drogowego, a zepsuty suwak wymienia babcia, bądź kupowane są nowe spodnie :(
Ja jestem jakaś dziwną mamą, bo moim dzieciom igła niestraszna, ba nawet wyszywać potrafią :)
ale o tym później.

wtorek, 3 grudnia 2013

Wspomnienia zapisane w kadrze

Pamiętam czasy w szkole podstawowej, jak biegając po boisku szkolnym obserwowałam młodzież wysiadającą z autobusu.
Wracali z Kwidzyna, miasta oddalonego o 20 km od mojego miasteczka.
Tam była szkoła średnia, a u nas tylko zawodowa i rolnicza.
Wtedy myślałam sobie, jacy oni są dorośli...
sami jeżdżą do szkoły...
Ja też tak chcę !!!

Do nowego domu przeprowadziliśmy się gdy byłam w I klasie liceum...
wielki świat stał przede mną otworem, bo wtedy ja jeździłam sama do szkoły 
i wracałam jak tamta młodzież.
Ale już wtedy nie uważałam, że to coś wielkiego...
bo dorośli to dopiero byli Ci, którzy jeździli do Gdańska na studia...

Piękne czasy liceum !!!
Nowe twarze, nowe zainteresowania i rzeczy, 
o których wcześniej mi się nie śniło.

W naszym nowym domu tato stworzył w małym pomieszczeniu w piwnicy ciemnię,
taką niby amatorską, ale z profesjonalnym, jak na tamte czasy sprzętem.

Był powiększalnik 

Krokus 3 color


można było robić i czarno-białe fotografie i kolorowe,
tylko że kolorowe odczynniki były bardzo drogie, a czarno-białe nie :)

Do tego suszarka

i niezbędne narzędzia

a całości dopełniała czerwona żarówka, 
bo tylko w takim świetle klisza  nie prześwietlała się
a wywołujący cokolwiek widział :)
W oknach i drzwiach wieszałam koce, aby światło z domu nie przedostało się do środka
i przenosiłam się w magiczną krainę wyłaniających się obrazów,
 zapisanych na kliszy mojego pierwszego aparatu - Smieny.
Później dostałam Zenita.

Wywoływacz w koreksie, kręcenie w nim kliszą,
płukanie
wywoływacz i klisza wywołania
i najciekawsza część - odbijanie zdjęć.
Mogłam godzinami siedzieć i tworzyć.
Nigdy nie miałam dosyć.
Niejedna noc spędziłam w ciemni.
Powstawały wtedy takie fotki, jakie sobie wymarzyłam !!!
Obraz w serduszku...
Jak za długo zdjęcie posiedziało w utrwalaczu, to z czasem żółkło....
Teraz dużo mam takich zdjęć w albumach,
ale moje własne,
moje pięknie zatrzymane wspomnienia
Piękne czasy





niedziela, 1 grudnia 2013

Tak mnie wzięło na wspominki.....


Odkąd sięgam pamięcią, zawsze kręciły mnie śrubki, deseczki, gwoździe.
Jako najmłodsza z trójki dzieciaczków, żeńskiej trójki,

bardzo szybko zostałam nazwana przez tatę Bolkiem.

Myślę, że bardzo chciał syna, a nie miał....a że ja z zachowaniem jak chłopak....

tak zostało.
Bolek, Boluchna, Boluś… nawet wśród znajomych rodziców tak na mnie wołali
i wcale mi to nie przeszkadzało.
Bawiłam się na podwórku głównie z chłopakami, skakałam z okien bloku,
gdy przy naszej kamienicy budowali nowe osiedle.
Zabawy w chowanego w poniemieckich tunelach należały do codzienności.
I bunkier mieliśmy….
Taka chłopczyca, wiecznie w spodniach, wiecznie podrapana,
z rozwaloną głową czy pokaleczonymi kolanami.
Cała ja. 

Za to w środku - romantyczka pełną gębą. 

I gospocha, po swojemu.
Stare dobre czasy.



Pamiętam czasy, gdy włóczka była ogólnie niedostępna,
ale gdy oddało się makulaturę do skupu, to otrzymywało się talonya za nie - włóczkę.
Tak więc kupowaliśmy Świat Młodych, czytałyśmy, rozwiązywałyśmy krzyżówki
i odkładałyśmy na kupkę, a kilka kilo później dziergałam na drutach wymarzony sweter
:-)
Swój pierwszy, najpierwsiejszy powstał w szóstej klasie, a później już szło jak z płatka.
Kolory włóczka dawały wiele do życzenia, ale miałam coś jedynego w swoim rodzaju
i tylko ja :-)

Pamiętam, jak przeprowadziliśmy się z rodzicami do nowego domu...
Marzył mi się dywan...szary w kolorowe figury geometryczne...marzył, bo był nieosiągalny, 
ale sweter właśnie w takie wzory i owszem :-)
Tak narodziła się moja miłość do drutów.



Miałam sweter zielony, granatowy, brązowo-biały, z warkoczami, robione ryżem, mnóstwo szalików, getrów z pomponami, 

eh to były czasy…..


W moim albumie wyszperałam jedną fotkę z moim pierwszym dziełem.
Trójkolorowy, wydziergany ryżem, oczywiście dużo za duży, ale mój własny !!!


Fotografia również pozostawia wiele do życzenia,
Ale ze wykonana samodzielnie od pstryknięcia aparatem do wysuszenia…..
Ale o tym następnym razem

Podobne wpisy:

LinkWithin